Mówił
Twoja skóra
delikatny puch
pisklęcia
Złote mlecze
moich zmroków
Źródło nocy
źródło ognia
Twoja skóra
śpiewająca
w moich dłoniach
Chciałbym ją
zedrzeć z ciebie
żeby nie widzieć
jak się w nią
zawijasz szczelnie
jak się w niej
ukrywasz
Słyszy
krzyk
nie wybuchłego ognia
lot
nie urodzonego ptaka
dźwięk
spadającego śniegu
Odgaduje
zapach
śpiącego wiatru
ciepło
nie rozkwitłego łubinu
miękkość
nie powiedzianych słów
Przeczuwa
płomień
oczekiwanych palców
smak
cierpkiego jabłka pocałunku
kształt
tego co się nie zaczęło
Sen
nie przychodzi do niej
długo
Sny nie lubią
by je podglądać
gdy nadchodzą
z czarnym kotem
za uchem