W spódnicy
do ziemi samej
szła Matka Boska
w kolorowej chuście
dzieciątko niosła

Chrystusik
różową piętę
z chusty wysunął

A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
szłam za nimi

Matka Boska
w szarą szmatę
rumianki zbierała
dla syneczka
na chory brzuszek

Nad potokiem
w macierzance
dzieciątko ułożyła

Pieluchę
w potoku prała
na głogu
suszyła

Chrystusik
w macierzance
zloty tyłek
do nieba wystawił

A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
za głogiem siedziałam

Koło płotu
za stodołą
Matka Boska
kurę czerwoną
złapała

Do chusty
z Chrystusikiem
włożyła

I poszliśmy
oni przodem
ja za nimi
a za nami
świerszczy stado

Pod lasem
gdzie jarzębiny
stało dużo
wielkich wozów
z małymi oknami

Do nich wiodły
srebrne schody
wysoko

Po tych schodach
Matka Boska
do nieba wchodziła
z Chrystusikiem
i kurą czerwoną

A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
przykucnięta w rowie
czekam
aż znowu na ziemię
zejdzie

Słońce
kładzie mi na oczy
żółte okulary
snu

I ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
mam widzenie

Schodzi z wozów
wiele Matek Boskich
Każda niesie
Chrystusika
i kurę czerwoną


Matko Boska w papierowej koronie
Mieszkanko zimnego kościoła
Królowo srebrnej ciszy
Ucieczko od ciekawych spojrzeń
Opiekunko słów miękkich jak narcyzy
Patronko naszych pocałunków
Świadku najpiękniejszej przysięgi

Codziennie do ciebie przychodzę
chociaż wiem
tęsknoty nie zmniejszysz
rozłąki nie skrócisz

Co ty wiesz o miłości
niebieska i gipsowa
która nawet swego syna
poczęłaś nieprawdziwie