Dziewanna
królowa łąki
nosiła na głowie
modrą miednicę
nieba
Śpiewały dla niej
świerszcze
Rozchodnik klęczał
u jej zielonych
pantofli
Dziewczyna wróżąc
wydarła żółte oczy
dziewannie
W nocy
dziewanna
pod okno przychodzi
Dziewczyna
w rękach mężczyzny
się chowa
Ślepa dziewanna
na parapecie staje
podtrzymywana
przez czarne nietoperze
Mężczyzna
głowę dziewczyny
kołysze
powieki wargami
zasłania
aby świerszcze
oczu jej
nie wypiły
W dalekim mieście
dziewczęta kołyszą spódnicami
całują się z chłopcami
w bramach
W dalekim mieście
na dachu domu
przed którym mnie całowałeś
rośnie żółty rozchodnik
W dalekim mieście
na cmentarzu
blaszane litery
dzwonią twoje imię