Dziewanna
królowa łąki
nosiła na głowie
modrą miednicę
nieba

Śpiewały dla niej
świerszcze
Rozchodnik klęczał
u jej zielonych
pantofli

Dziewczyna wróżąc
wydarła żółte oczy
dziewannie

W nocy
dziewanna
pod okno przychodzi

Dziewczyna
w rękach mężczyzny
się chowa

Ślepa dziewanna
na parapecie staje
podtrzymywana
przez czarne nietoperze

Mężczyzna
głowę dziewczyny
kołysze
powieki wargami
zasłania
aby świerszcze
oczu jej
nie wypiły


Ukryci głęboko
we fioletowych wrzosach

Splątani ramionami
głośnym oddechem
przestraszyli sarnę

Zdziwiona wilga
przestała gwizdać

Trzmiel
schował dyskretnie głowę
w kieliszku dzwonka

Słońce
nawlekało gorliwie
na żółte nitki promieni
korale jarzębiny

Tylko krasnoludek
wszedł z lornetką
na dach muchomora