Zgasła na oknie pelargonia
Palił się tylko nade mną
twój oddech
Z głową przechyloną
przez krawędź księżyca
spadałam na dno nocy
Ukryci głęboko
we fioletowych wrzosach
Splątani ramionami
głośnym oddechem
przestraszyli sarnę
Zdziwiona wilga
przestała gwizdać
Trzmiel
schował dyskretnie głowę
w kieliszku dzwonka
Słońce
nawlekało gorliwie
na żółte nitki promieni
korale jarzębiny
Tylko krasnoludek
wszedł z lornetką
na dach muchomora
Oto wycie
rozsadzające
ściany domu
ściany powietrza
Oto wycie
zwiastujące
początek świata
Zwijają się
z przerażenia
liście drzew
Przestraszone zwierzęta
uciekają
Tylko ludzie
cierpliwie
wytrwale
od wieków
słuchają
Stwórcy wszechmocnego
poprawiać nie chcą
Oto wycie
wzywające
na sąd ostateczny
słuchaczy cierpliwych
Wszelki ból
jest przeciwko naturze
przeciwko ziemi
przeciwko niebu
Lecący na księżyc
posłuchajcie
to wyje człowiek
rodzący człowieka