Poznał ją
z ciemnym dnem
traw
z nocną głębokością
pszenic
z czarnym wnętrzem
maków

Szła w mrok
za jego dłonią
jak za białą gwiazdą
przez próg
którego nigdy nie przestąpiło
słońce

Do spłowiałych ścian
umierających lamp
zasłon
spinanych
agrafką lęku

Obca ciemnościom
poruszała się
jak kalekie zwierzę

Wyprowadzona
na słońce
oślepła
dla niego

Nie przenika
ślepej skóry
światło
jego palców


Słyszy
krzyk
nie wybuchłego ognia
lot
nie urodzonego ptaka
dźwięk
spadającego śniegu

Odgaduje
zapach
śpiącego wiatru
ciepło
nie rozkwitłego łubinu
miękkość
nie powiedzianych słów

Przeczuwa
płomień
oczekiwanych palców
smak
cierpkiego jabłka pocałunku
kształt
tego co się nie zaczęło

Sen
nie przychodzi do niej
długo

Sny nie lubią
by je podglądać
gdy nadchodzą
z czarnym kotem
za uchem