Poznał ją
z ciemnym dnem
traw
z nocną głębokością
pszenic
z czarnym wnętrzem
maków
Szła w mrok
za jego dłonią
jak za białą gwiazdą
przez próg
którego nigdy nie przestąpiło
słońce
Do spłowiałych ścian
umierających lamp
zasłon
spinanych
agrafką lęku
Obca ciemnościom
poruszała się
jak kalekie zwierzę
Wyprowadzona
na słońce
oślepła
dla niego
Nie przenika
ślepej skóry
światło
jego palców
Taka jesteś ładna
i zwyczajna
jakbyś nigdy nie była
Wieżą z Kości Słoniowej
Królową Męczenników
Panną Czcigodną
ale prostą dziewczyną
która wróciła
przed chwilą
z wiadrem wody
od studni
a teraz niesie
gołego malca
żeby go wykąpać
w drewnianej balii