Budził dla niej 
nocne żyta
aby łasiły się
do jej bioder

Ubierał ją
w czarny zapach
koniczyny

Zamieniał jej włosy
w płomienie

Kiedy strącono ją
do Podziemi
nie poszedł
za nią

Uciekł
zamykając uszy
na jej wołanie
o ratunek

Kiedy wrócił
dotknął jej włosów

Nie zamieniły się
w płomienie

Były jak umarła trawa

Powiedziała
Nie jesteś Orfeuszem
Jesteś sztukmistrzem
który wyciąga z ucha
króliki


Co noc 
zasypiała
w bezpiecznym gnieździe
jego ramion
broniacym dostepu
drapieżnym ptakom
samotności

Odnajdywał ją
wśród czarnych gałęzi
snu
żeby powiedzieć
że jest
dla niej

W noc
najciemniejszą
odeszla
z bezpiecznego gniazda
jego ramion
i zabłąkała się
w mroku

Teraz
wśród nocnych drzew
śpiącym kawkom
gniazd ciepłych
zazdrości