Co noc
zasypiała
w bezpiecznym gnieździe
jego ramion
broniacym dostepu
drapieżnym ptakom
samotności
Odnajdywał ją
wśród czarnych gałęzi
snu
żeby powiedzieć
że jest
dla niej
W noc
najciemniejszą
odeszla
z bezpiecznego gniazda
jego ramion
i zabłąkała się
w mroku
Teraz
wśród nocnych drzew
śpiącym kawkom
gniazd ciepłych
zazdrości
Kiedy wspomnę
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce
Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapalają szyję ramiona
Staję tak czasem
w środku dnia
na białej ulicy
i zakrywam ręka usta
Nie mogę przecież krzyczeć
Oto wycie
rozsadzające
ściany domu
ściany powietrza
Oto wycie
zwiastujące
początek świata
Zwijają się
z przerażenia
liście drzew
Przestraszone zwierzęta
uciekają
Tylko ludzie
cierpliwie
wytrwale
od wieków
słuchają
Stwórcy wszechmocnego
poprawiać nie chcą
Oto wycie
wzywające
na sąd ostateczny
słuchaczy cierpliwych
Wszelki ból
jest przeciwko naturze
przeciwko ziemi
przeciwko niebu
Lecący na księżyc
posłuchajcie
to wyje człowiek
rodzący człowieka