Co noc
zasypiała
w bezpiecznym gnieździe
jego ramion
broniacym dostepu
drapieżnym ptakom
samotności
Odnajdywał ją
wśród czarnych gałęzi
snu
żeby powiedzieć
że jest
dla niej
W noc
najciemniejszą
odeszla
z bezpiecznego gniazda
jego ramion
i zabłąkała się
w mroku
Teraz
wśród nocnych drzew
śpiącym kawkom
gniazd ciepłych
zazdrości
Witała go
z balkonu
płonącą dłonią
Wybiegała
na próg
Podawała mu
swoje piersi
Zasypiała
na jego ramieniu
Kiedy wychodził
wychodziła
Kiedy wracał
wracała
Dziwił się
Cieszył się
Nie wiedział
że ona boi się
zabitych drzew
zamienionych w meble
i podłogi
patrzącej na nią
ironicznie zmrużonymi
szparami