Idą ścieżką
między zbożem
przytuleni
Skóra ich
złota
jak serca rumianków
Palce
splecione
jak wianek z chabrów
Wargi
nabrzmiałe
jak kłosy pszenicy
A pragnienia
jak kąkole
posiane przez diabła
Mieszkasz we mnie
jak w zamkniętym koszu
do którego nie mogę
zajrzeć
A przecież to ja
pozwoliłam ci
tam zamieszkać
Stałeś się
niezależny
i nieustępliwy
Proszę
Wyprowadź się
Ciasno mi z tobą
Zostajesz
wbrew mojej woli
Zamieniasz mnie
bez mojego udziału
bez mojej zgody
w pękatą butlę
W nocy
z lękiem dotykam
brzucha
Mówię
nie
Krzyczę
nie
Jesteś
jak powódź
nie do zażegnania
Jak ogień
nie do opanowania
Jak trzęsienie ziemi
Jak słońce