Idą ścieżką
między zbożem
przytuleni
Skóra ich
złota
jak serca rumianków
Palce
splecione
jak wianek z chabrów
Wargi
nabrzmiałe
jak kłosy pszenicy
A pragnienia
jak kąkole
posiane przez diabła
Jest ze mną
zawsze
To on
każe mi odchodzić
od kolorowych i tańczących
i chować się w łódce
na brzegu rzeki
Przez niego
uderzam bezsilnie głową
o szare ściany
i zielony piec
Przed nim
uciekam w nocy
ulicami ciężkimi
jak asfalt
Gdy zobaczysz
że tak biegnę
rzuć mi przez okno
słonecznik
złoty jak serce