Słyszy
krzyk
nie wybuchłego ognia
lot
nie urodzonego ptaka
dźwięk
spadającego śniegu
Odgaduje
zapach
śpiącego wiatru
ciepło
nie rozkwitłego łubinu
miękkość
nie powiedzianych słów
Przeczuwa
płomień
oczekiwanych palców
smak
cierpkiego jabłka pocałunku
kształt
tego co się nie zaczęło
Sen
nie przychodzi do niej
długo
Sny nie lubią
by je podglądać
gdy nadchodzą
z czarnym kotem
za uchem
Mieszkasz we mnie
jak w zamkniętym koszu
do którego nie mogę
zajrzeć
A przecież to ja
pozwoliłam ci
tam zamieszkać
Stałeś się
niezależny
i nieustępliwy
Proszę
Wyprowadź się
Ciasno mi z tobą
Zostajesz
wbrew mojej woli
Zamieniasz mnie
bez mojego udziału
bez mojej zgody
w pękatą butlę
W nocy
z lękiem dotykam
brzucha
Mówię
nie
Krzyczę
nie
Jesteś
jak powódź
nie do zażegnania
Jak ogień
nie do opanowania
Jak trzęsienie ziemi
Jak słońce