Odwraca na patelni 
płaską flądrę
żółtym brzuchem do góry

Pokrywki garnków
są srebrne
jak kilka nitek w jej włosach

Wysoko na półkach
ustawia malinowe konfitury

Wieczorem
kładzie po obu stronach książki
zmęczone ręce

lecz zaraz wstaje
przynosi podartą powłokę

Nachyla nad nią oczy
zielone jak liście truskawek
i czoło z trzema zmarszczkami
Nie rozprostuję tych zmarszczek
palcami


Matko Boska w papierowej koronie
Mieszkanko zimnego kościoła
Królowo srebrnej ciszy
Ucieczko od ciekawych spojrzeń
Opiekunko słów miękkich jak narcyzy
Patronko naszych pocałunków
Świadku najpiękniejszej przysięgi

Codziennie do ciebie przychodzę
chociaż wiem
tęsknoty nie zmniejszysz
rozłąki nie skrócisz

Co ty wiesz o miłości
niebieska i gipsowa
która nawet swego syna
poczęłaś nieprawdziwie