Mówisz
Gdybyśmy byli razem
przynosiłbym rano
bułki i mleko
Mielibyśmy
wspólne drzwi
wspólne światło
wspólną noc
Lecz dzielą nas
klucze
schody
mieszkania
oczy mężczyzny
oczy kobiety
nawet płacząca wierzba na podwórku
pod którą nam nie wolno się całować
Mówisz
Jesteś dla mnie
jak wschód słońca
żeby go zobaczyć
odwracam się do ludzi plecami
Idą ścieżką
między zbożem
przytuleni
Skóra ich
złota
jak serca rumianków
Palce
splecione
jak wianek z chabrów
Wargi
nabrzmiałe
jak kłosy pszenicy
A pragnienia
jak kąkole
posiane przez diabła