Myślałam 
Wreszcie będę mówić

Tyle się we mnie
słów zebrało

Tyle słów
dojrzałych i twardych
jak ziarnka żyta
cierpkich
jak gruszki polne
aksamitnych
jak pszczoły

Myślałam
Dam ci te moje słowa

Ale kiedy otworzyłam usta
zamknąłeś je
swoimi wargami

Cofnęły się słowa moje
schowały się we mnie
jak ptaki lękliwe

Teraz
już tylko czasami
wyglądają oczami


Oto dostojeństwo
kobiet karmiących
na obrazach
wielkich mistrzów

Na twarzy
spełnienie przeznaczenia
duma wiekuista
pogoda bezchmurna
łagodność krowy
słodych dojrzałej jeżyny
spokój sytej pszczoły

Z pysznych sukien
piersi - arcydzieła
podane nowo narodzonemu

Oto piersi żywe
wielkie
jak arbuzy
ciężkie
jak wymiona

Mokre plamy mleka
na płótnie koszuli

Wrzask nie najedzonego

Lęk nabrzmiałych sutek
przed miażdżącymi dziąsłami

Różowy prosiak ludzki
oddzielony
od mego brzucha

Osobny

Obcy