Witała go
z balkonu
płonącą dłonią
Wybiegała
na próg
Podawała mu
swoje piersi
Zasypiała
na jego ramieniu
Kiedy wychodził
wychodziła
Kiedy wracał
wracała
Dziwił się
Cieszył się
Nie wiedział
że ona boi się
zabitych drzew
zamienionych w meble
i podłogi
patrzącej na nią
ironicznie zmrużonymi
szparami
W spódnicy
do ziemi samej
szła Matka Boska
w kolorowej chuście
dzieciątko niosła
Chrystusik
różową piętę
z chusty wysunął
A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
szłam za nimi
Matka Boska
w szarą szmatę
rumianki zbierała
dla syneczka
na chory brzuszek
Nad potokiem
w macierzance
dzieciątko ułożyła
Pieluchę
w potoku prała
na głogu
suszyła
Chrystusik
w macierzance
zloty tyłek
do nieba wystawił
A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
za głogiem siedziałam
Koło płotu
za stodołą
Matka Boska
kurę czerwoną
złapała
Do chusty
z Chrystusikiem
włożyła
I poszliśmy
oni przodem
ja za nimi
a za nami
świerszczy stado
Pod lasem
gdzie jarzębiny
stało dużo
wielkich wozów
z małymi oknami
Do nich wiodły
srebrne schody
wysoko
Po tych schodach
Matka Boska
do nieba wchodziła
z Chrystusikiem
i kurą czerwoną
A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
przykucnięta w rowie
czekam
aż znowu na ziemię
zejdzie
Słońce
kładzie mi na oczy
żółte okulary
snu
I ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
mam widzenie
Schodzi z wozów
wiele Matek Boskich
Każda niesie
Chrystusika
i kurę czerwoną
Oto wycie
rozsadzające
ściany domu
ściany powietrza
Oto wycie
zwiastujące
początek świata
Zwijają się
z przerażenia
liście drzew
Przestraszone zwierzęta
uciekają
Tylko ludzie
cierpliwie
wytrwale
od wieków
słuchają
Stwórcy wszechmocnego
poprawiać nie chcą
Oto wycie
wzywające
na sąd ostateczny
słuchaczy cierpliwych
Wszelki ból
jest przeciwko naturze
przeciwko ziemi
przeciwko niebu
Lecący na księżyc
posłuchajcie
to wyje człowiek
rodzący człowieka