Witała go
z balkonu
płonącą dłonią

Wybiegała
na próg

Podawała mu
swoje piersi

Zasypiała
na jego ramieniu

Kiedy wychodził
wychodziła

Kiedy wracał
wracała

Dziwił się
Cieszył się

Nie wiedział
że ona boi się
zabitych drzew
zamienionych w meble
i podłogi
patrzącej na nią
ironicznie zmrużonymi
szparami


W dalekim mieście 
dziewczęta kołyszą spódnicami
całują się z chłopcami
w bramach

W dalekim mieście
na dachu domu
przed którym mnie całowałeś
rośnie żółty rozchodnik

W dalekim mieście
na cmentarzu
blaszane litery
dzwonią twoje imię