Jest ze mną
zawsze

To on
każe mi odchodzić
od kolorowych i tańczących
i chować się w łódce
na brzegu rzeki

Przez niego
uderzam bezsilnie głową
o szare ściany
i zielony piec

Przed nim
uciekam w nocy
ulicami ciężkimi
jak asfalt

Gdy zobaczysz
że tak biegnę
rzuć mi przez okno
słonecznik
złoty jak serce


Poznał ją
z ciemnym dnem
traw
z nocną głębokością
pszenic
z czarnym wnętrzem
maków

Szła w mrok
za jego dłonią
jak za białą gwiazdą
przez próg
którego nigdy nie przestąpiło
słońce

Do spłowiałych ścian
umierających lamp
zasłon
spinanych
agrafką lęku

Obca ciemnościom
poruszała się
jak kalekie zwierzę

Wyprowadzona
na słońce
oślepła
dla niego

Nie przenika
ślepej skóry
światło
jego palców