Jest ze mną
zawsze
To on
każe mi odchodzić
od kolorowych i tańczących
i chować się w łódce
na brzegu rzeki
Przez niego
uderzam bezsilnie głową
o szare ściany
i zielony piec
Przed nim
uciekam w nocy
ulicami ciężkimi
jak asfalt
Gdy zobaczysz
że tak biegnę
rzuć mi przez okno
słonecznik
złoty jak serce
Odwraca na patelni
płaską flądrę
żółtym brzuchem do góry
Pokrywki garnków
są srebrne
jak kilka nitek w jej włosach
Wysoko na półkach
ustawia malinowe konfitury
Wieczorem
kładzie po obu stronach książki
zmęczone ręce
lecz zaraz wstaje
przynosi podartą powłokę
Nachyla nad nią oczy
zielone jak liście truskawek
i czoło z trzema zmarszczkami
Nie rozprostuję tych zmarszczek
palcami
Na dźwięk
zimnego głosu
oczy
przestraszone świerszcze
chowają się
w szparach podłogi
albo w pudełeczkach
powiek
Dłonie
latają w powietrzu
jak płochliwe jemiołuszki
Wśród obcych spojrzeń
słowa
nieporadne gołe
szczeniaki
I żadne antybiotyki
tylko ciepły klimat
głosu miękkiego
jak żółty puch
małych kurcząt